Literatura do etapu I część II
d.m.Y G:i:s

Wierzę, że już od dzieciństwa Opatrzność Boża szczegól nie nad nim czuwała, gdyż nieraz zdarzyło się, że groziło mu niebezpieczeństwo śmierci, z którego zawsze był przez Boga wyprowadzony.
Ada Kucharska
Jako kleryk Śląskiego Seminarium Duchownego w Krako wie należałem do osób zgrupowanych wokół alumna, a na stępnie diakona Blachnickiego. Miał w sobie charyzmat wodza, ale nie dyktatora, lecz raczej przewodnika.
Bp Czesław Domin
Franek był jednym ze zdolniejszych. Udzielał się społecz nie: kółko naukowe prowadził, referaty wygłaszał. (...) Pamię tani również, że grał na skrzypcach.
Ks. Tadeusz Jaskółka
Człowiek, który odznaczał się wielką inteligencją, niezwy kłą pracowitością opromienioną pobożnością, był zarazem bardzo bezpośredni wobec młodszego kolegi - i to nie robiąc wyjątków - ukazywał się w ogromnej bezpośredniości, prosto cie, życzliwości. (...) Niezmordowany, pełen inwencji, zawsze pozostaje w naszej pamięci jako kapłan ogromnie gorliwy.
Ks. Kazimierz Wala
Praca była zawsze połączona z modlitwą. Do tego dążył, to zawsze zalecał Ojciec. Toteż w baraku trwała nieustanna mo dlitwa adóracyjna i różańcowa. Zawsze ktoś był w kaplicy -i nie mógł wcześniej przerwać swojej modlitwy w kaplicy, póki go ktoś następny nie wymienił. Ojciec uważał, że jeżeli akcja nasza nie będzie poparta modlitwą, to niewiele prżynie się owocu. I miał rację. (...) Różni ludzie zgłaszają się do Ojca, widząc w nim człowieka, który potrafi pomóc, potrafi rozwią zać problemy życiowe. (...) To jest prawdziwy apostoł, szczery w obcowaniu z ludźmi, hojny w dawaniu, ufający ludziom, nie myślący ani nie mówiący nigdy źle o nikim, nawet o tych, którzy mu byli nieżyczliwi. (...) Trudno mi znaleźć człowieka równej miary: o tak wielkiej wierze, o takiej ufności, o takiej bezgraniczności w zawierzeniu Bogu i w oddaniu się Jemu;
człowieka tak odważnego.
Dorota Seweryn
Każdy, kto się z nim spotkał, musiał podziwiać bezkompromisowość tej postaci. We wszystko angażował się bez reszty! Cały i całkiem. Tak w Krucjatę Trzeźwości, jak i w pracę Litur gicznej Służby Ołtarza czy oaz młodzieżowych. Kto raz prze żył spotkanie z nim w Krościenku w pełni pracy wakacyjnej -a było mi to dane - ten musiał być pełen podziwu dla zapału i ducha, który go ożywiał. Bardzo mało efektowny w przemó wieniach, gdy idzie o ich zewnętrzną formę, przekonywał bez reszty ich treścią do tego stopnia, że szli za nim ludzie młodzi i starsi zdobyci siłą jego argumentów.
Bp Ignacy Jeż
Z Ojcem bardzo łatwo nawiązywało się kontakt. Miał bar dzo trafne podejście do dzieci. Nie czułyśmy jakiejś odległości, dystansu, jakiegoś zmrożenia, wręcz przeciwnie, wytwarzała się bardzo swobodna atmosfera: umiał do nas jakoś trafić. Umiał wytworzyć atmosferę jakiegoś entuzjazmu, młodzień czego entuzjazmu, i potrafił go podtrzymywać. Te ideały, które nam przekazywał, od razu były stawiane jako wymagania, do wprowadzenia w czyn zaraz.
S. Ewa Maria od Eucharystii, karmelitanka
Było ciężko nieraz, było bardzo dużo pracy, ale przy tym z Ojca promieniowała radość, to było coś, co mnie od począt ku pociągało. I przy pracy, przy przeciążeniu, przy załatwia niu wielu spraw, przy których ludzie normalnie robią smutne miny, Ojciec zawsze ze wszystkiego się cieszył, radował, nawet jak sprawa się dla nas niekorzystnie po ludzku skończyła: klę ską, niepowodzeniem, nawet w obliczu prześladowań, bardzo konkretnych faktów. Właśnie panowała radość i zachęta do radości, wtedy trzeba się było cieszyć. Naprawdę Ojciec tak zwycięsko i z radością ze wszystkiego wychodził. Tego się cały czas uczyłam - drogi zwycięskiej radości. Ta radość wypływa z pewności, że jesteśmy na dobrej drodze.
Stanisława Orzeł
Została mi w pamięci bardzo wyraźnie sylwetka Prelegen ta. Zostało mi niezwykłe wrażenie człowieka, który, zdawał się być cały w tym, co przekazywał. (...) Niezwykły charyzmat widzenia wiary, świadectwa heroicznego życia poświęconego całkowicie służbie zbawienia człowieka. (...) Jego bezkompromisowość wzbudzała u nas podziw, ale także pewien lęk. Był to nie tylko wykładowca, pracownik naukowy, ale wyczuwało się w Nim mistrza, który wciąga w orbitę własnego świata. Był to lęk przed człowiekiem wielkiego formatu, który patrzył wokoło poszukując uczniów, współpracowników w realizacji wizji Kościoła i duszpasterstwa na miarę nowej ewangeli zacji. Po prostu baliśmy się pójść za Nim aż tak daleko. (...) Miał dar pisania i niezwykłą pracowitość. Był to j eden z ludzi, o których możemy powiedzieć, że wiedzą do końca, o co im chodzi, że tak się potrafią w swym życiu identyfikować z ideą, której służą. Wiemy dziś lepiej, niż to było wtedy, że był to nie zwykły dar od Boga, który przez Niego i przez Jego działal ność ocalał polską młodzież od zepsucia i bezideowości. (...) Uczyliśmy się w Krościenku przede wszystkim rozumienia liturgii odnawiającej się po II Soborze Watykańskim. Była ona faktycznie centralnym punktem zajęć i ważnym momentem wychowawczym. Był Ksiądz Profesor w czołówce propagato rów ruchu liturgicznego w Polsce. Wygłosił na ten temat wiele wykładów niemal we wszystkich polskich diecezjach. Obok wiedzy na ten temat sam emanował autentyczną miłością li turgii sprawowanej we wspólnocie. Duch wspólnoty, poczu cie wspólnoty to były bardzo istotne elementy oddziaływania Ks. Blachnickiego. Sama idea wspólnoty wierzących, jej prak tyczna realizacja - nie tylko we wspólnocie oazowej - to chyba jedne z ważniejszych linii myśli i działania tego człowieka. Uczyliśmy się ód Niego, ćó to znaczy być we wspólnocie i jak ważny jest jej duch, umiejętność budowania wspólnoty dla przyszłości Kościoła powszechnego i Kościoła w Polsce. Był w polskiej rzeczywistości pionierem przecierającym nowe szlaki. Uczyliśmy się ód Niego na Uczelni i w Krościenku wia ry żywej, radosnej. Karmiła się ona Jego modlitwą, tą we wspól nocie i tą na osobności. Ta radosna wiara przejawiała się także w rozrywce, bo przecież stałym elementem spotkań były po godne wieczory Odpoczywał i cieszył się przy piosence i gita rze. Właściwie całe swoje życie podporządkował apostolstwu i takim Go zapamiętałem. Był więc nie tylko nauczycielem, profesorem, ale także mistrzem życia.
Ks. Jerzy Bagrowicz
Ks. Franciszek to człowiek otwarty całym sercem i duszą na to, co Duch Pana daje nam w, przez Kościół. Dokumenty soborowe, decyzje, nauczanie papieskie są natychmiast stu diowane, przemyśliwane i wprowadzane w życie. (...) W mojej pamięci jedno z tych sympozjów łączy się z takim obrazkiem. Godziny przedwieczorne w Krościenku na Kopiej. Rozmawia jąc w jadalni, czekamy na mających przyjechać uczestników kolejnego sympozjum. Kilkadziesiąt osób. W trakcie rozmo wy, w pewnym momencie Ojciec rzuca pytanie: „Staszek, nie mógłbyś mi pożyczyć ... złotych. Za chwilę przyjadą, a ja nie mam pieniędzy na zakup chleba i przygotowanie kolacji...”
Ks. Stanisław Hartlieb
Ojciec był człowiekiem modlitwy i dawał jej przykład. Zawsze wieczorem można było go spotkać w kaplicy domo wej, jak klęcząc blisko tabernakulum modlił się. To była jego modlitwa prywatna, ą wcześniej liturgia, modlitwa godzin, ró żaniec. Modlitwa, ogląd sytuacji i twórczość teologiczna, zna jomość człowieka, życia, liturgią i intelektualne poszukiwania zbiegały się w jego osobie w jedno. (...)
Ludzi zjednywał osobistą kulturą, świadectwem swego kapłańskiego życia, zaangażowaniem, ubóstwem, niesieniem pomocy, otwartością, pragnieniem zawojowania i włączenia wszystkich w dzieło budowania Bożego królestwa, jednoczą cym i czarującym uśmiechem, radością i czystością oczu. (...) Ojciec uczył bezwzględnego oddania siebie Panu Bogu i zwią zanego z tym zawierzenia Bogu,
Marek Marczewski
Gdy Ojciec się do czegoś zapalił, to nie było dla Niego żadnych przeszkód. Jeśli coś ma być, to będzie, nie trzeba się martwić. Brak pieniędzy na coś, też nie był przeszkodą. Gdy Ojciec czuł, ze taka jest wolą Boża, to podejmował działanie, ą pieniądze zawsze się znalazły.
Ks. Jerzy Adamczak
Przebywanie z Ojcem było zawsze dla mnie wielką i poży teczną szkołą i nauką - skromności, pokory, ale i jednoznacz ności, i bezkornpromisowości względem złą pod każdą posta cią. Była to także szkoła odwagi i bezgranicznego zawierzenia Opatrzności Bożej, akceptacji inności człowieka, który stanął na jego drodze.
Ks. Leszek Irek SDS
Jeżeli Go bardzo ceniłem, to za świętą pasję urzeczywist niania w ludziach Kościoła Chrystusowego. Był dla mnie wzorem kapłańskiego oddania się bez reszty Chrystusowi w Kościele. (...) Sumując mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, iż:
1) Ks. Franciszek Blachnicki był człowiekiem głębokie go zawierzenia Bogu, rodzącego się ze swoistej umiejętności kontemplacji Boga i świata.
2) Miał w sobie ducha bezkompromisowej służby Koś ciołowi.
3) Cechowała go niezwykła pracowitość i umiejętność do brego organizowania pracy.
4) Szacunek dla godności osoby ludzkiej.
5) Duch wytrwałości i pokory.
W mojej pamięci pozostał jako człowiek bezkompromi sowego zawierzenia Bogu, heroicznej troski o budowanie żywego Kościoła ludzi przepojonych duchem Ewangelii oraz głębokiej pokory. Szczególnie jednak zadziwiające dla mnie pozostało Jego zawierzenie Bogu na wzór Niepokalanej Słu żebnicy Boga - Maryi.
Ks. Jan Chrapek CSMA
Odkryłem nową perspektywę swego kapłaństwa, czego niestety nie wyniosłem z seminarium. Przyznam, że nigdy nie imponowała mi przeciętność. On zaś uczył maksymalizmu. Początkowo to szokowało, później przyjmowane było jako coś normalnego.
Ks. Marian Kilichowski
Od początku Ojciec zafascynował mnie wizją Kościo ła posoborowego, Jego model parafii posoborowej był dla mnie wielkim odkryciem. Widziałem w Nim człowieka, który umiał odczytywać znaki czasu, które Bóg dawał w ko munistycznej Polsce i który miał odwagę pójścia za tym światłem. Jestem wdzięczny Bogu za dar rekolekcji oazowych przekazany przez Ojca Franciszka Blachnickiego. (...) Wiara i odwaga decyzji Ojca Franciszka Blachnickiego sprawiły, że mogłem stać się członkiem Wspólnoty Kapłanów Chrystusa Sługi, która swe początki bierze przecież z życia Ruchu Światło-Życie w Polsce.
Ks. Ireneusz Kopacz
W całym tym wirze: pracy, częstych kłopotów i walki z przeciwnościami, Ojciec zachowywał spokój i jakiś wprost dziecinny (zdawałoby się nie pasujący do Niego) pogodny, żartobliwy humor. Wpływało to na ogólną atmosferę radości, która była owocem działania Ducha Świętego. Nikt się nie skar żył, nie utyskiwał, było wesoło. (...) Miał niezmienny zwyczaj kończenia dnia pracy choć krótką wizytą w kaplicy - obojętne czy była to godzina jedenasta, dwunasta, pierwsza czy druga w nocy.
S. Jadwiga Skudro RSCJ
Zawsze miałem wielkie uznanie dla ks. Blachnickiego za jego zmysł organizacyjny, zaufanie Bogu, spokój, zwłaszcza w sytuacjach trudnych. (...) Skorzystałem bardzo dużo z mo ich kontaktów z ks. Franciszkiem Blachnickim. Zaraziłem się jego zapałem.
Ks. Stanisław Zarych
Ks. Blachnicki nauczył mnie bardzo dużo: postawy nieugię tej jeśli chodzi o obronę podstawowych wartości, pokazał mi piękno Kościoła jako wspólnoty, zapalił mnie do pracy w Ru chu Światło- Życie.
Ks. Stanisław Czenczek
Ciągle żywe są w nas Jego słowa głoszone z wielką mocą, np.:
„Bóg miłuje ciebie...”, „Prawda was wyzwoli”, „Posiadać siebie w dawaniu siebie”. Moc Jego słów przełamywała nasze opory i wątpliwości, a rozbudzała pragnienie służenia Bogu i ludziom. (...) Ks. Franciszek Blachnicki jest dla nas przykładem „gwałtownika Bożego”, któremu światło słowa Bożego wytyczało drogę, a działania nie krępował lęk przed „wielkimi” tego świata.
Zofia i Eugeniusz Bednarzowie
Wyobrażam sobie, jak bardzo cieszyłby się dziś razem z nami ze wszystkich szans, które zostały dane chrześcijanom w Europie u schyłku lat osiemdziesiątych. Przecież on modlił się o to, i o to ze wszystkich sił walczył, co my teraz odzyskuje my. W cenie, którą opłaciliśmy wolność, jest świadectwo tego „niepokornego” kapłana. Na to świadectwo złożyło się wiele:
więzienie, obóz koncentracyjny, grzywny, kolegia, szykany, oszczerstwa, obelgi, choroba, pracowite dni i jakże często całe noce wypełnione służbą teologa, organizatora, administra tora... A wszystko to było znakiem jego bezgranicznego za wierzenia Bogu. (...) Mówimy dziś o nowej ewangelizacji - On już w latach siedemdziesiątych w tym słowie dostrzegł szansę chrześcijaństwa. Widział potrzebę ewangelizacji tak wyraźnie, że nawet posądzano go wtedy o niepotrzebne dramatyzowa nie. Był prorokiem krytykowanym. Nigdy jednak resentyment w nim nie zwyciężył. Trudności jeszcze bardziej oczyszczały jego posługę. Był człowiekiem Kościoła- Communio, choć for muła Kościoła, w który on wierzył, była tak otwarta i szeroka, że niektórzy z kolei posądzali go o herezje czy sekciarstwo. Miłośnik Liturgii. Dawał świadectwo o tym, że Kościoła nie ma bez Eucharystii, która jest największym skarbem tegoż Kościo ła. Od niego uczyłem się wzywać Ducha Świętego w małych i wielkich sprawach, w dniach świątecznych i powszednich. Ta jemnicą jego kapłańskiego serca była szczególna Miłość Maryi, Niepokalanej Matki Kościoła.
Ks. Andrzej Madej OMI
Ośmielamy się także stwierdzić, że w pewnym stopniu był On „wygnańcem” i męczennikiem tułaczki po obczyźnie, bez szans powrotu do komunistycznej wówczas Ojczyzny. Był to zarazem wielki charyzmatyk, trafnie odczytujący znaki czasu, a zwłaszcza rozumiejący i realizujący w praktyce ducha i idee II Soboru Watykańskiego Kościoła Katolickiego.
Elżbieta i Stefan Ogrodnikowie
Uderzyło mnie, że ta młodzież kochała Ks. Blachnickiego. Była z nim złączona żywą więzią miłości serdecznej, braterskiej. Była przywiązana do niego, nazywając go „Ojcem”. Tak było za życia i tak zostało po śmierci. Kochając go, idą jego śladami, dają nam przykład, byśmy podobnie postępowali. Szczególnie mło dzież oazowa winna sobie powiedzieć: „Chcemy trwać w wiel kim oddaniu, poświęceniu i ofiarnej miłości razem z Ks. Blachnickim” (...) Usiłujcie Ks. Blachnickiego naśladować, szczególnie teraz po śmierci. U niego chcemy wyprosić sobie niezachwianą wiarę, bo Ks. Blachnicki to mąż niezachwianej wiary, wiary niezwyciężonej. (...) W angielskiej rozprawie napisano niedaw no o Polsce: „Polska jest krajem, w którym jest tyle nadziei i tyle wiary, że nigdy nie zginie”. Mężem, który prowadził takie życie, żył nadzieją, był Ks. Franciszek Blachnicki. W tej perspektywie widział współczesne sprawy i problemy Polski.
Bp Herbert Bednorz


