Regionalna Olimpiada Wiedzy o Wielkich Polakach - Aktualności: Literatura do etapu I część II
XXVI Olimpiada<br>Święty Brat Albert XXV Olimpiada<br>Święty Maksymilian Maria Kolbe XXIV Olimpiada<br>Słudzy Boży Rodzina Ulmów XXIII Olimpiada<br>Ignacy Łukasiewicz XXII Olimpiada<br> Służebnica Boża Anna Jenke XXI Olimpiada<br>Sługa Boży Kardynał Stefan Wyszyński XX Olimpiada<br>Święty Jan Paweł II XIX Olimpiada<br>Święty Andrzej Bobola XVIII Olimpiada<br>Arcybiskup Ignacy Tokarczuk XVII Olimpiada<br>SŁUŻEBNICA BOŻA MATKA ANNA KAWOREK XVI Olimpiada<br>Słudzy Boży Rodzina Ulmów XV Olimpiada<br>Święty Zygmunt Szczęsny Feliński XIV Olimpiada<br>Święty Jan z Dukli XIII Olimpiada<br>Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki XII Olimpiada<br>Błogosławiony Ks. Bronisław Markiewicz XI Olimpiada<br>Sługa Boży ks.kard.Stefan Wyszyński X Olimpiada<br>Błogosławiony Edmund Bojanowski IX Olimpiada<br>Sługa Boży ks. Jerzy Popiełuszko VIII Olimpiada<br>Sługa Boży Jan Paweł II VII Olimpiada<br>Sługa Boża Anna Jenke VI Olimpiada<br>Błogosławiony August Czartoryski V Olimpiada<br>Błogosławiony Ks. Bronisław Markiewicz IV Olimpiada<br>Święty Biskup Józef Sebastian Pelczar III Olimpiada<br>Błogosławiony Ks. Jan Balicki II Olimpiada<br>Błogosławiony Ks. Bronisław Markiewicz I Olimpiada<br>  Papież Jan Paweł II

Literatura do etapu I część II

d.m.Y G:i:s

facebook twitter

Nowy patron i nowe starania

Ks. Markiewicza nie opuszcza jednak przekonanie o potrzebie utworzenia odrębnej kongregacji zakonnej. Zmienia więc głównego patrona Towarzystwa i oddaje je pod szczególną opiekę św. Michała Archanioła. Za pośrednictwem księcia Michała Radziwiłła otrzymuje z Rzymu w marcu tegoż roku obraz św. Michała Archanioła poświęcony przez papieża Leona XIII. Zachęcony tym darem ponawia u Stolicy Apostolskiej starania o zatwierdzenie nowego zgromadzenia. Ale napotyka na coraz większe kłopoty i trudności.
Po śmierci biskupa Soleckiego na stolicy biskupiej w Przemyślu zasiada, jego koadiutor od 1899 roku, biskup Józef Sebastian Pelczar. Rówieśnik Markiewicza, podobnie jak on ukończył gimnazjum przemyskie. Po święceniach kapłańskich studiował w Rzymie, po czym jako profesor prawa kanonicznego na Uniwersytecie Krakowskim dojeżdża z wykładami do Przemyśla w tym czasie, gdy ks. Markiewicz wykłada teologię pastoralną, a świeżo wyświęcony książę Puzyna, późniejszy metropolita krakowski, pełni funkcję prefekta kleryków, a następnie zostaje rektorem seminarium. Już wtedy wystąpiły między nimi pewne różnice na temat metod duszpasterskich, które obecnie stają się wyraźniejsze.
Dokonane przed laty odłączenie się Markiewicza od Salezjanów ponownie stało się przedmiotem zainteresowania i dyskusji w kołach kościelnych. Ówczesny przełożony generalny salezjanów, ks. Michał Rua, wysuwa za pośrednictwem ordynariuszów krakowskiego i przemyskiego propozycję powrotu ks. Markiewicza do Zgromadzenia Salezjanów, którą gorąco popiera biskup Pelczar.
Markiewicz przeświadczony o słuszności swej decyzji, podjętej przed laty, propozycji nie przyjmuje, pozostając wiemy głosowi sumienia. Odmowa wywołuje niezadowolenie niektórych biskupów i naraża ks. Bronisława na różne przykrości.
Mimo to z pokorą zwraca się 17 sierpnia 1902 roku do swego ordynariusza z prośbą o zatwierdzenie zgromadzeń męskiego i żeńskiego. Uzasadniają skutecznością obranego kierunku, moralnym uznaniem społeczeństwa i widocznym błogosławieństwem Bożym. Rozpoczynają się narady i wizytacje. Zgromadzenie męskie po wprowadzeniu pewnych zmian uzyskuje 5 listopada tegoż roku zatwierdzenie próbne, opatrzone warunkami, które czynią Markiewicza w pełni odpowiedzialnym za całą instytucję, a jednocześnie ograniczają jego kompetencje. W tej sytuacji mimo najlepszej woli i rozumienia nawet tak zdy ­scyplinowany kapłan bliski jest rezygnacji z powierzone ­go mu stanowiska.
Na reakcję władzy kościelnej nie trzeba było długo czekać. Już 6 grudnia ordynariusz cofa aprobatę dla zgromadzenia męskiego, zarządza ograniczenia w działalności Towarzystwa „Powściągliwość i Praca" i zakładu wychowawczego w Miejscu Piastowym.
Markiewicz, choć przekonany o niesłuszności zarzutów co do uchybienia przepisom prawa kościelnego i niesubordynacji, z pokorą poddaje się zarządzeniom. Jest przeświadczony, że rozpoczęte przezeń dzieło jest Bożym dziełem. Ani przez chwilę nie wątpi, że wcześniej czy później otrzyma zatwierdzenie kościelne. Cios ze strony, z której mógłby się go najmniej spodziewać, jeszcze bardziej utwierdza go w przekonaniu, iż jest to jeszcze jeden krzyż, niezbędny do wypełnienia się planu Bożego, którego on jest tylko pokornym wykonawcą.
Wkrótce spada nań nowy cios: część młodzieńców, przygotowywanych do stanu zakonnego, postanawia opu ­ścić Miejsce Piastowe.
Ks. Markiewicz stara się spokojną perswazją zahamować wąski na razie strumień odpływu kadry, nad którą tak wielce się mozolił. Z czasem dochodzi jednak do przekonania, że nie powinien przeszkadzać w odejściu tym młodym ludziom. Jeśli są już duchowo ukształtowani, niechaj idą w świat. Niechaj się dalej uczą, studiują, uzyskują święcenia kapłańskie gdzie indziej. Praca i powściągliwość wszędzie wydadzą właściwe owoce. Ze zdwojoną aktywnością i zwiększoną troską przygotowuje tych, którzy postanowili odejść. Wyposaża ich w piękne świadectwa, mogące otworzyć im drogę na przyszłość.
Dopiero później okazało się, jak słuszne było to pociągnięcie. Pierwsi „uciekinierzy" stali się filarami nowego zgromadzenia. Wrócili do swego mistrza wtedy, gdy ich najbardziej potrzebował. Wielu jego uczniów prowadziło również działalność duszpasterską wśród Polonii amerykańskiej.
W lipcu 1904 roku dotyka go następne doświadczenie. Pierwszy drewniany dom, zbudowany dla stu chłopców, zostaje doszczętnie spalony. Na szczęście żadnemu dziec ­ku nic się nie stało.
To nowe doświadczenie przyjmuje sługa Boży słowa ­mi: „Bóg dał. Bóg wziął..."
Sterany życiem i wyczerpującą pracą kapłan od nowa podrywa się do dzieła. Koresponduje często ze swym bratem Władysławem w Krakowie, przyjacielem biskupa Pelczara Brat stara się załagodzić konflikty między bisku ­pem a ks. Bronisławem.
Obaj mężowie, Sebastian Pelczar i Bronisław Markiewicz, pragną dobra, ale widzą do niego różnoraką drogę. Obaj w wyrokach Bożych są dla siebie niezbędni. Pier ­wszemu potrzebny był ten drugi, aby wykazać się cnotą roztropności, polegającą na nienadużyciu władzy bisku ­piej dla całkowitego podporządkowania sobie kapłana.
Drugiemu zaś potrzebny był ten pierwszy, aby móc wypełnić czek, jaki wystawił in blanco u początków swej drogi kapłańskiej: „Prawdo Nieomylna, niech Cię po ­znam..., a wszystkie siły wytężę, by za tą Prawdą iść, ani na krok nie ustąpię z drogi poznanej..., aby na włos nie uchybić poznanej Prawdzie..."
Nadchodzą niespokojne czasy. Ks. Markiewicz prze ­czuwa zbliżające się przewroty społeczne, czemu daje wyraz w wielu artykułach swego miesięcznika. Nawołuje do pogłębienia wiedzy religijnej i wychowania w powścią ­gliwości. Rozwija działalność duszpasterską. W 1904 roku urządza czterotygodniowe rekolekcje dla każdego stanu osobno. Przychodzą na nie tłumnie miejscowi parafianie, przybywają ludzie z sąsiednich parafii. Z jeszcze większą gorliwością uczy młodzież, zwłaszcza katechizmu. Jego działalność charytatywna i społeczna zatacza coraz szer ­sze kręgi. Wieść o niej rozchodzi się po kraju. Powstają nowe placówki: okresowe i stałe, jak „Nazaret" w Warsza ­wie, zakład w Pawlikowicach koło Wieliczki i w Skomorochach koło Stanisławowa. System wychowawczy i duch, w jakim prowadzone jest całe dzieło, jedna mu uznanie i liczne ofiary. Wśród popierających je materialnie znajduje się biskup Pelczar.
Wychowanków, których stale przybywa, pragnie uczyć rzemiosła i to na wysokim poziomie. Posyła więc kilku członków na dokształcenie zawodowe do różnych ośrod ­ków krajowych i zagranicznych. W 1907 roku zaczyna wznosić w Miejscu Piastowym nowy budynek, w którym znajdują pomieszczenia warsztaty szkoleniowe. W ciągu dwóch lat budynek zostaje częściowo oddany do użytku. W roku 1910 udaje mu się urzeczywistnić od dawna ży ­wione pragnienie: powstaje własna drukarnia. Grudniowy numer czasopisma „Powściągliwość i Praca" wykonuje już drukarnia przy zakładzie wychowawczym, obsługiwa ­na przez współpracowników i wychowanków.
Dnia 4 grudnia 1911 roku ks. Markiewicz wznawia prośbę o kościelną aprobatę zgromadzenia.
Otacza również opieką swe córki duchowe. Sam je wewnętrznie kształtuje, podtrzymuje na duchu, zdolniej ­sze posyła do szkół, aby mogły potem z większym pożyt ­kiem pełnić misję wśród osieroconych dziewcząt i biedne ­go ludu. W celu zapewnienia im bytu materialnego i od ­powiednich warunków pracy w roku 1911 rozpoczyna przygotowania do budowy ich domu macierzystego na nowo zakupionym gruncie w Miejscu Piastowym. Jest bowiem przekonany, iż oba zgromadzenia: męskie i żeń ­skie uzyskają zatwierdzenie kościelne.

Koniec i początek

Nie doczekał go jednak. Sterane wyczerpującą pracą życie dogasało. Kiedy rankiem 11 grudnia 1911 roku nie pojawił się ani w kaplicy zakładowej, ani w kościele parafialnym, najbliżsi współpracownicy udali się do jego mieszkania. Ks. Markiewicz, nieprzytomny, leżał na podłodze. Sprowadzony lekarz stwierdził udar mózgu. Przez wiele godzin chory nie wracał do przytomności. Udzielono mu Ostatniego Namaszczenia.
Po kilku dniach powrócił do sił, tak że wstał i począł spełniać funkcje kapłańskie. Odprawiał z trudem Mszę św., by wzmocnić siły duchowe i tą wygasającą aktywnością uspokoić zmartwionych synów i córki duchowe oraz młodzież obu zakładów,
W dzień nowego, 1912 roku, po raz ostatni odprawił Mszę św. i wygłosił kazanie w kaplicy zakładowej. Wzru ­szona młodzież odprowadzała go wyczerpanego na pleba ­nię. Jeszcze w wigilię Trzech Króli resztkami sił doszedł do kościoła parafialnego, w którym sprawował ostatnią w życiu Bezkrwawą Ofiarę.
Do udaru mózgu dołączyła się teraz uremia i inne dolegliwości. Stan zdrowia gwałtownie się pogorszył.
W dniu 10 stycznia odbył ostatnią spowiedź u ks. Józefa Machały, po czym zwracając się do najbliższych oświadczył słabnącym głosem: „Zdaje się, że zrobiłem, com zrobić mógł, co Bóg żądał. Mogę już odejść." W serdecznych słowach zalecił zebranym pokorę, posłuszeństwo władzy duchownej i wierność idei. Udzielił także całej swej rodzinie duchowej ojcowskiego błogosławieństwa.
Ale choroba nadal trawiła organizm. Dnia 24 stycznia konsylium lekarskie stwierdziło konieczność operacji. Sam pacjent nie był przekonany o celowości zabiegu, ale spokojnie mu się poddał. Operacja przeprowadzona została na plebanii, w prymitywnych warunkach, bez znieczulenia. Cierpliwość i męstwo w trakcie zabiegu zdumiewały lekarzy i budowały wszystkich.
Dnia 29 stycznia z wielkim wzruszeniem przyjął Wiatyk św. i otrzymał ostatnią w życiu miłą wiadomość: Ojciec św. przesłał dla niego błogosławieństwo i udzielił mu odpustu zupełnego na godzinę śmierci. Chory powiedział jeszcze: „Bogu dzięki", ucałował podany krucyfiks, utkwił wzrok w cierpiącym Zbawicielu i oddał Bogu ducha. Stało się to w uroczystość św. Franciszka Salezego, którego tak czcił..
Bolesna wiadomość rozeszła się szybko po okolicy. Z wielu stron napływał lud, by pomodlić się u trumny zmarłego. Całowano jego spracowane ręce, pocierano o zwłoki różańce i medaliki, od chwili śmierci uważano go za świętego.
W dniu pogrzebu lud zebrał się tłumnie mimo szalejącej śnieżnej zamieci. Mszę św. przy udziale licznie zgromadzonego duchowieństwa i wiernych odprawił sufragan przemyski, biskup Karol Fischer. Żegnał wielkiego kapłana i Polaka z prawdziwym wzruszeniem, wyrażając jednocześnie przekonanie, że jego siejba wzejdzie i wyda obfity plon. Tak się też stało.
Książę Adam Stefan Sapieha, ordynariusz krakowski, bardzo przyjaźnie nastawiony do dzieła Markiewicza, zajął się sprawami Towarzystwa. Na terenie jego archidiecezji, w Pawlikowicach koło Wieliczki, znajdował się bowiem drugi dom Towarzystwa „Powściągliwość i Praca". Wystąpił z inicjatywą zatwierdzenia zgromadzenia męskiego. Biskup Pelczar nie sprzeciwił się. Wobec czego Stolica Apostolska wydała dekret, na mocy którego w dniu 29 września 1921 roku ogłoszono publicznie powstanie nowego Zgromadzenia zakonnego pod nazwą: Zgromadzenie św. Michała Archanioła. W siedem lat później, 21 sierpnia 1928 roku, zatwierdzenie kościelne otrzymało na tych samych zasadach zgromadzenie żeńskie Sióstr św. Michała Archanioła.
Tak więc trud całego życia ks. Bronisława Markiewicza uwieńczony został aprobatą Kościoła i otwarciem nowych horyzontów rozwojowych przed dziełem fundatora.

 

SPUŚCIZNA PISARSKA

Spuścizna pisarska ks. Markiewicza obejmuje ponad osiem tysięcy stron. A nie był to przecież człowiek pióra, lecz czynu.
Niezwykle ważne dla poznania jego życia wewnętrznego są „Zapiski" o charakterze bądź to dziennika, bądź pamiętnika, obejmujące rozmyślania i postanowienia rekolekcyjne, systematycznie notowane przez dwadzieścia pięć lat. Są to najpiękniejsze karty zapisane ręką Sługi Bożego. Czytającego je badacza utwierdzają w przekonaniu o heroicznej walce najpierw kleryka, potem kapłana, proboszcza, profesora i kapelana o cnoty chrześcijańskie.
Prowadzony w czterech językach Notatnik jest świadectwem nie tylko erudycji, ale przede wszystkim dbałości o dyskrecję dotyczącą wielu ludzi i spraw, z którymi bezpośrednio się zetknął.
Ogółem w dokumentach znajdują się: Szkice kazań (jedne z datami, inne bez dat, każde jednak przygotowane dokładnie, z zaznaczoną główną myślą przewodnią), Metafizyki część druga, fragment skryptu z psychologii, siedem tomów listów do różnych osób i instytucji. Rekolekcje dla Sióstr Karmelitanek w Przemyślu, przekłady z włoskiego Żywot chłopięcia Dominika Savio i O Matusi Małgorzacie, dziełko biograficzne o matce świętego ks. Jana Bosco Lemoyne - Małgorzacie z Ochieni Bosco oraz inne przekłady.
Znajdujemy tu również dramat sceniczny dla chłopców:
Bój bezkrwawy i Ucisk maluczkich, obrazujący gehennę dzieci szkolnych we Wrześni w zaborze pruskim. Regulamin zakładów wychowawczych i luźne notatki o pozytywizmie.
Najważniejszym dziełem, jakie pozostawił po sobie ks. Markiewicz, są bardzo mało znane: Trzy słowa do starszych w narodzie polskim.
W krótkim wstępie autor rozważa z religijnego punktu widzenia przyczyny rozbiorów Polski, jako że dzieło to pisze w setną ich rocznicę.
Pierwsze dwa Słowa kieruje do księży, od których głównie zawisło spełnienie ślubów Jana Kazimierza. Chodzi o to, by ciężko pokrzywdzony lud polski doznał sprawiedliwości dziejowej, aby nawarstwione zło społeczne zostało naprawione. Potwierdzając własny lament światłych obywateli, iż w Galicji jest przeszło milion analfabetów, autor wskazuje na nie mniej bolesną ranę „ciemnotę religijną". W pierwszym zatem Słowie nawołuje duchowieństwo do rzetelnej i powszechnej katechizacji. Upatruje bowiem źródło tej ciemnoty w braku lub niedostatkach tej pracy duszpasterskiej. Na podstawie własnych obserwacji stwierdza, że najbardziej pozbawionymi słowa Bożego są „ubodzy maluczcy", wymieniając w kolejności: najwięcej godnych politowania więźniów, którzy przez grzechy swoje na skutek nieznajomości Chrystusa i jego przykazań stoją z ludźmi i Bogiem na nieprzyjaznej stopie. Jako kilkuletni spowiednik tych nieszczęśliwych stwierdza, że dopiero w więzieniu od niego po raz pierwszy dowiadywali się o prawdach religijnych, „których nikt dotąd im nie mówił". Na tej podstawie przekonał się, iż rzeź galicyjska spowodowana była głównie ciemnotą religijną.
Po więźniach wymienia chorych: w szpitalach, na poddaszach, pod strzechami, w suterenach i pod gołym niebem. Tak o nich pisze: „Są to przeważnie prostaczkowie. Słudzy, żebracy, wyrobnicy, niżsi rzemieślnicy i ubogie wieśniactwo, którzy cierpiąc niemało fizycznie i moralnie, pozbawieni są często pociechy duchownej i zasługi z cierpień swoich. Nie posiadając bowiem dostatecznej wiadomości religijnej, nie umieją wznieść się do zamiłowania Krzyża Chrystusowego. Ich należy częściej nawiedzać i uczyć, jak powinniśmy z Chrystusem ukrzyżowanym cierpieć.
Po chorych idą dziatki, ta nadzieja społeczeństwa. Jakie sobie wychowamy dzieci, takie będziemy mieli społeczeństwo w niedalekiej przyszłości... Tymczasem u nas tyle jeszcze dziatek katolickich rodziców, których nie ma komu uczyć prawd niezbędnych do zbawienia. (...)
Są wreszcie pisze i dorośli «maluczcy ». Nieraz rodzice szkolnych i nieszkolnych dzieci są daleko ciemniejsi aniżeli ich synowie i córki w wieku młodzieńczym. Nie znają ani Boga, ani Chrystusa. Spotkałem wsie całe, zamieszkałe przez takich maluczkich.
Nic nie może zwolnić kapłana od dbałości o te dusze. Za każdą z nich złoży on rachunek na Sądzie Ostatecznym."
Nic także nie potrafi zastąpić katechezy: ani uroczyste nabożeństwa, ani najlepsza sztuka sakralna, ani płomienne kazanie, ani nawet nauka w konfesjonale.
Jednocześnie ustosunkowuje się do ewentualnego pytania, jakie mogą postawić mu konfratrzy: jak uczyć miliony, skoro księży tak mało? Odpowiada: weźmijcie do pomocy kleryków, zakonnice, bractwa i ludzi pobożnych obojga płci. Wielu z nich czeka tylko waszego skinienia: służebniczki, felicjanki, dominikanki, szarytki; przecież przypomina Apostołowie używali niewiast do nauczania wiary.
Dzieci zaleca uczyć łącząc katechezę z zabawą i rozrywką, a dorosłych w formie dialogu. Katechizację uważa za najlepszy sposób pracy dla kraju rozdartego na trzy części.
W drugim Słowie, powołując się na Chrystusa: „Jam jest pasterz dobry i znam moje..." (Jan 10,14), nawołuje, aby każdy kapłan starał się naśladować Boskiego Mistrza. Musi więc uczynić maksymalny wysiłek w tym kierunku, aby jak najlepiej poznać każdego ze swych parafian, a zwłaszcza jego sytuację materialną i postawę moralną.
Z potrzeby zdobycia tych wiadomości rodzi się obowiązek wizytacji duszpasterskiej. Jest ona potrzebna przede wszystkim po to, by wiernym pomagać. Szczególnie tym najbardziej upośledzonym, chorym, sierotom. Obowiązek ten wynika bowiem z prawa naturalnego. Boskiego i kościelnego.
Dalej znajdujemy wskazówki, jak należy przeprowadzać wizytację parafialną, oraz przykłady wyróżniających się w tej pracy księży. Mówi tam o punktach katechetycznych. Nie ukrywa trudności z tym związanych. „Wypadnie pisze bywać u jednego parafianina kilkanaście i więcej razy, zanim się urządzi tygodniowe lub dwutygodniowe ekskursje celem katechizacji dla pewnych dzielnic, przysiółków i wiosek."
Podczas kiedy pierwsze Słowo kończy się dyskretnym wyrzutem pod adresem tych, którzy wydają wiele pieniędzy na rzeczy zbędne, zamiast obrócić je na cele wychowawcze, w drugim Słowie dając przegląd świętych postaci współczesnych ordynariuszów: poznańskiego, płockiego, wileńskiego, sugeruje dyskretnie włoski przez członków kapituły sposób wyboru kandydata na biskupa osieroconej diecezji.
„Stolica Apostolska, rządząca się Duchem Chrystusowym, pragnie mieć wszędzie biskupami tylko mężów doskonałych; stąd mile widzi, gdy w razie opróżnienia jakiej stolicy biskupiej, kapłani tejże diecezji zgodnie wskażą Jej męża najgodniejszego. We Włoszech w tych razach kapłani najgorliwsi zbierają się społem i sumiennie szukają takiego kapłana najpierw pomiędzy księżmi świeckimi swojej diecezji, a gdy im żaden z nich takim się nie wyda, szukają go pomiędzy świeckimi księżmi w prowincji swojej, a gdy i tam nie mogą znaleźć, godzą się na jednego z kapłanów zakonnych; układają potrzebne pismo do Papieża, które podpisane przez ogół kleru, mieszkającego w obrębie diecezji, posyłają do Rzymu. Wszystko to jednak odbywa się spokojnie, cicho i w stosunkowo krótkim czasie. Szczególniej uważają na to, aby ta sprawa nie dostała się do dzienników."
Słowo trzecie adresowane jest do „ludzi świeckich, znakomitych rodem, stanowiskiem i nauką". Znajdujemy w nim nie tylko słuszne oskarżenia, lecz również i wyma ­gania. Obok zarzutów stwierdzających, iż polskie nie ­szczęścia narodowe są rezultatem doprowadzenia do straszliwej krzywdy ludu, braku szkół rzemieślniczych i zawodowych, braku robotniczych stowarzyszeń katolickich, wreszcie nieopisanej nędzy materialnej polskiego ludu, wytyka wzajemne dyskredytowanie się w oczach opinii różnych stronnictw politycznych, atakuje największe nie ­szczęście całej Galicji: propinację (produkcja i sprzedaż alkoholu). „Z niej to woła chłop nasz suchy i czarny jak kruk, a wieś wygląda tak nędznie, jakby przez nią wczoraj przeszła nawała tatarska... Czy jest jeszcze na świecie, pyta, naród tak krótko widzący, aby się w podobny sposób sam gubił? (...) Bezmyślna, hulaszcza mania podróżowania, przecenianie zagranicy, niszczenie języka polskiego przez koślawą francuszczyznę, koślawi umysły waszych dzieci."
Rozprawia się także z próżniactwem. Stwierdza, że wada ta zapuściła u nas głębokie korzenie. A przecież sytuacja jest taka, iż każdy Polak musi odrobić za swych przodków i robić za siebie. Brakuje nam roztropnych kierowników, rządców, właścicieli.
Brakuje nam cnoty oszczędności. Ona zaś domaga się co rychlejszego zlikwidowania palenia tytoniu, picia alkoholu, polowań, wyścigów, karciarstwa, loterii, podróży dla samej przyjemności, paryskich strojów i wychowania przez cudzoziemców.
Brakuje nam oświaty. Ona zaś domaga się, by Cezara i Ksenofonta nauczanie równoważyć pismami św. Hieronima i św. Chryzostoma, a przede wszystkim dziełami własnej, rodzimej literatury. Rzewuski, Korzeniowski, Sien ­kiewicz równie dobrze znają nasz język jak Górnicki i Rej z Nagłowic. Trzy słowa czekały długo w luźnych szkicach i notatkach na formę książkową.
Dopiero w San Benigno Canavese ujął je autor w całość i wydał we Lwowie nakładem własnym w 1877 roku pod pseudonimem ks. B. Miromir. Nakład został szybko wykupiony i w całości prawie zni ­szczony przez rozzłoszczonych adresatów. Do dziś dochowało się jedynie kilka jego egzemplarzy.
Zachowały się natomiast liczne egzemplarze dwutomowego, liczącego 545 stronic dzieła O wymowie kaznodziejskiej. Jest to podręcznik dla wykładowców i kaznodziei. Składa się z czterech części: pierwsza poświęcona jest funkcji i warunkom ogólnym kaznodziejstwa, druga osobowości kaznodziei, jego przymiotom, trzecia przypomina zasady ogólne psychologii, logiki, dialektyki i retoryki, a czwarta praktyczna, aplikuje te zasady do różnych rodzajów kazań.
Kolejnym dziełem jest Przewodnik dla wychowawców młodzieży opuszczonej, tom I. Jest to zbiór artykułów napisanych przez samego Markiewicza oraz jego uczniów, bądź przedruk najważniejszych na ten temat artykułów z pism krajowych i zagranicznych, w których dokonana została analiza przyczyn sieroctwa dzieci oraz zawarte wnioski.
W drugiej części tomu wskazuje Markiewicz na środki zaradcze: katechizację i wychowanie. Określa w nim rodzaje wychowania, żąda od Sejmu i od rządu odpowiednich ustaw, a nawet przymusowego wychowania.
Wszystkie artykuły składające się na ten tom drukowane były w czasopiśmie „Powściągliwość i Praca", a potem z nieznacznymi zmianami umieszczone w wydaniu książkowym.
Tom II, znacznie obszerniejszy, nosi tytuł: Przewodnik dla wychowawców młodzieży opuszczonej oraz wskazówki do rozwiązania kwestii socjalnej. Ostatnie rozdziały były redagowane niemal na łożu śmierci. Cały ten tom odzwierciedla system wychowawczy ks. Markiewicza, o czym tak pisze jeden z wybitnych znawców spuścizny sługi Bożego, ks. Mieczysław Głowacki w swej pracy doktorskiej (Biblioteka KUL):
„Rozdział końcowy Przewodnika powtarza wszystkie rozmieszczone w książce brzmienia i akordy. Jest to i dyskretna, i wyraźna wola założyciela w stosunku do członków założonego przezeń zgromadzenia. Dlatego nie tylko wyraźnie podpisał się pod książką, ale stawia repryzę: powtarza całą ekspozycję: «A przeto nędzę moralną i materialną zwalczymy na całej kuli ziemskiej ćwicząc się w tych dwóch cnotach (w powściągliwości i pracy) w duchu Chrystusa Pana. Z pewnością przeobrazimy świat i naprawimy go w Chrystusie. I ta akcja rozstrzyga kwestię socjalną na całej kuli ziemskiej i sprowadzi najświetniejszy okres na ziemi i okryje Polskę chwałą, iż z niej ten ruch wyjdzie. Dziękuję Ci, Panie Jezu Chryste, żeś raczył mnie i moich przyjaciół obrać za narzędzie tego największego dzieła Bożego. Wychowanie tedy rozstrzyga kwestię socjalną po wszystkie czasy »."
W innym dziele, w Ćwiczeniach duchownych, będącym podręcznikiem rozmyślań rekolekcyjnych lub szkicem na ­uk dla misji ludowych, znajdujemy połączenie prawd wiecznych zaczerpniętych z ćwiczeń ignacjańskich (św. Igna ­cego Loyoli) z konkretnym zastosowaniem ich do palących potrzeb społecznych; stykamy się ze swoistym stylem Markiewicza, z jego gorącą i wciąż aktualną argumentacją misjonarza ludowego.
Nabożeństwo do św. Józefa to niewielki modlitewnik. Napisał go chyba Markiewicz także i z tego powodu, iż kult św. Józefa wyniósł jako chłopiec z rodzinnego domu, gdzie matka jego posiadała obraz tego świętego, a następnie ofiarowała go Amalii Palecznej, gdy ta po roku małżeństwa nagle straciła męża. Marianna Markiewiczowa napisała wówczas na obrazku: „Kochana Malciu! Posyłam Ci pocieszyciela. Ten Cię pocieszy. W nim nadzieja."
Nabożeństwo składa się poza wstępem z dziewięciu rozważań o życiu św. Józefa zakończonych stosowną modlitwą, za każdym razem inną. Oprócz tej książeczki znajduje się w dokumentach dziewięć małych karteluszek rękopisu, stanowiących inną nowennę do św. Józefa. Na każdej kartce jest tylko jedno zdanie, które mogło być dyspozycją do kazania, przemówienia lub medytacji. Różnica pomiędzy tymi dwiema nowennami polega na tym, że drukowana opowiada w porządku chronologicznym o zdarzeniach ewangelicznych, podczas gdy rękopis posiada układ cnót w porządku logicznym: l. unikać grzechu, wyzbywać się przywiązań, 2. troska o chwałę Bożą, 3. miłość, która przyspiesza samą śmierć, 4. zgadzanie się z wolą Bożą, 5. posłuszeństwo przełożonym, 6. posłuszeństwo ustawowe, 7. kontemplacja Jezusa uwielbionego, 8. cierpliwość w spełnianiu obowiązków, 9. wytrwałość w dobrym.
Oprócz tych dzieł na specjalną uwagę zasługują liczne artykuły publikowane przez ks. Markiewicza we własnym miesięczniku „Powściągliwość i Praca", a także w innych czasopismach krajowych i zagranicznych.
Miesięcznik „Powściągliwość i Praca" osiągnął wyjątkowo duży jak na owe czasy nakład: osiem tysięcy egzemplarzy. Ukazywał się regularnie od lipca 1898 roku aż do wybuchu pierwszej wojny światowej. Przez wiele lat pismo to redagowane było przez ks. Bronisława osobiście, bez niczyjej pomocy. Dopiero później pomagali mu w tej pracy i uczyli się sztuki pisania i redagowania jego najzdolniejsi wychowankowie.
Ciekawa jest geneza czasopisma. Otóż ks. Markiewicz odpisał sobie oryginalny włoski tekst widzenia św. Jana Bosco z 1876 roku w notatniku własnym na str. 69 i 70. W widzeniu tym św. Franciszek Salezy nalegał na św. Jana Bosco: „Gdy będziesz drukował regułę, na pierwszej zaraz stronicy wielkimi czcionkami wybij te słowa, które byłyby waszym hasłem, dewizą, godłem i szczególnym znamieniem. Zanotuj to dobrze. Powściągliwość i praca mają kwitnąć w Zgromadzeniu Salezjańskim. Te dwa wyrazy będziesz wykładał, objaśniał, będziesz ciągle powtarzał, nalegał. Wydasz podręcznik, w którym je będziesz obszernie wyjaśniał, żeby gruntownie poznano i zrozumiano, że powściągliwość i praca są dziedzictwem, które są zarazem jego chwałą."
Cała praca ks. Markiewicza w redagowaniu czasopisma była rozwinięciem słów, jakie przekazał mu ks. Bosco ze swego widzenia. Mówi o tym w liście do ordynariusza tarnowskiego biskupa Łobosa.
„Powściągliwość i Praca" zgodnie z tytułem i zapowiedzią autora artykułu wstępnego pióra samego ks. Markiewicza traktowała o problemach wychowania młodzieży, zwłaszcza opuszczonej i sierocej, oraz wychowania społeczeństwa, szczególnie najbiedniejszego i zaniedbanego pod względem umysłowym i moralnym. Pismo docierało do osób wykształconych, do ludzi zamożnych, nawet do arystokratów. Głównymi zaś jego odbiorcami była inteligencja świecka i duchowieństwo. W zamierzeniu twórcy stanowiło przedłużenie publikacji Trzy słowa...
Dużą część miesięcznika zajmowały artykuły poświęcone abstynencji i walce z alkoholizmem. Ogółem ukazało się dwieście artykułów na ten temat. Ukazywały się też felietony pod wspólnym tytułem Z przemówień wieczornych oraz cykl Gwiazdy przewodnie, w którym redaktor pisma zamieszczał życiorysy świętych i błogosławionych.
Sądzi się, że oprócz ośmiu tysięcy stron skatalogowanej spuścizny pisarskiej ks. Markiewicza jeszcze około tysiąca stronic znajduje się w posiadaniu osób prywatnych i w różnych archiwach w kraju oraz we Włoszech, Austrii, Ameryce, Jugosławii, Niemczech, i u sąsiadów na Wschodzie.

Mieczysław Stachura, „Wszedł między lud”, wyd. Michalineum, Marki-Struga 1995, ss. 7-61