Regionalna Olimpiada Wiedzy o Wielkich Polakach - News: Materiał do I etapu XI Olimpiady
Nasze Serwisy: Szkoła MZSP Nabór Internat Regionalna Olimpiada O Wielkich Polakach
XVII Olimpiada<br>SŁUŻEBNICA BOŻA MATKA ANNA KAWOREK XVI Olimpiada<br>Słudzy Boży Rodzina Ulmów XV Olimpiada<br>Święty Zygmunt Szczęsny Feliński XIV Olimpiada<br>Święty Jan z Dukli XIII Olimpiada<br>Sługa Boży ks. Franciszek Blachnicki XII Olimpiada<br>Błogosławiony Ks. Bronisław Markiewicz XI Olimpiada<br>Sługa Boży ks.kard.Stefan Wyszyński X Olimpiada<br>Błogosławiony Edmund Bojanowski IX Olimpiada<br>Sługa Boży ks. Jerzy Popiełuszko VIII Olimpiada<br>Sługa Boży Jan Paweł II VII Olimpiada<br>Sługa Boża Anna Jenke VI Olimpiada<br>Błogosławiony August Czartoryski V Olimpiada<br>Błogosławiony Ks. Bronisław Markiewicz IV Olimpiada<br>Święty Biskup Józef Sebastian Pelczar III Olimpiada<br>Błogosławiony Ks. Jan Balicki II Olimpiada<br>Błogosławiony Ks. Bronisław Markiewicz I Olimpiada<br>  Papież Jan Paweł II

Materiał do I etapu XI Olimpiady

Sługa Boży kardynał Stefan Wyszyński

Kardynał Stefan Wyszyński urodził się 3 sierpnia 1901 r. w miejscowości Zuzela nad Bugiem, na pograniczu Podlasia i Mazowsza. Był drugim dzieckiem państwa Wyszyńskich (ojciec Stanisław, matka Julianna). Pierwsza była córka Anastazja, później jeszcze dwie dziewczynki: Stanisława i Janina oraz syn Wacław (zmarł w wieku 11 lat).

Ks. Wyszyński mówi: W domu nad moim łóżkiem wisiały dwa obrazy: Matki Bożej Częstochowskiej i Matki Bożej Ostrobramskiej. I chociaż w owym czasie do modlitwy skłonny nie byłem, zawsze cierpiąc na kolana, zwłaszcza w czasie wieczornego różańca, jaki był zwyczajem naszego domu, to jednak po obudzeniu się długo przyglądałem się tej Czarnej Pani i tej Białej. Zastanawiało mnie tylko jedno, dlaczego jedna jest czarna a druga - biała. To są najbardziej odległe wspomnienia z mojej przeszłości.

Rodzice wpajali mu poszanowanie dla pracy ludzkiej, chleba, ziarna i zboża, które w języku polskim oznacza, że jest z Boga, co Prymas przypominał po latach w wielu swoich kazaniach. Niemniej jednak to kult maryjny oraz zaufanie i poszanowanie dla ojca i czułość dla matki był pierwszymi i najsilniejszymi odczuciami, jakie Stefan Wyszyński wyniósł z domu rodzinnego. Od 1910 roku Stefan uczęszczał do trzeciej klasy szkoły podstawowej z rosyjskim językiem nauczania, mieszczącej się w Andrzejowie. Między nauczycielem a młodzieżą istniało napięcie, wywołane atmosferą panującą w państwowym szkolnictwie rosyjskim. Surowy preceptor kazał ambitnemu Stefanowi klęczeć w kącie za jakieś psoty szkolne. Zdarzyło się to także w czasie śmiertelnej choroby matki Stefana. Kara polegała na klęczeniu bez obiadu. Tymczasem weszła do klasy młodsza siostra Stefana, Stasia. Zdenerwowany chłopiec pomyślał, że przynosi wiadomość o śmierci mamy, ale okazało się, że ojciec wzywa go na obiad. Bezwzględny nauczyciel doskoczył do chłopca i napierając na niego powiedział:

- A ja Ci mówię, że zostaniesz bez obiadu.

I wtedy 9-letni Stefan wykazał się nie lada charakterem mówiąc:

- Mam dość nauki pana profesora! - Co ty powiedziałeś? - Mam dość nauki pana profesora - powtórzył mały Wyszyński. - To więcej do szkoły nie przychodź! - Już więcej nie przyjdę!

I rzeczywiście tak się stało, a Stefan uczył się dalej przy pomocy korepetytora, a potem w szkole im. Wojciecha Górskiego w Warszawie. Wcześniej jednak spotkała go pierwsza prawdziwa tragedia. 31 października 1910 r. stracił matkę, która umarła mając zaledwie 33 lata. Pisał: Matka moja umierała prawie miesiąc. My - dzieci - siedząc w szkole, z lękiem nadsłuchiwaliśmy, czy nie biją dzwony kościelne. Dla nas byłby to znak, że matka już nie żyje. Kiedyś po powrocie ze szkoły stanęliśmy wszyscy przy jej łóżku, a matka zwróciła się do mnie słowami: „Stefan, ubieraj się”. Ponieważ była jesień, koniec października, zrozumiałem, że mam gdzieś iść. Włożyłem palto. Spojrzała na mnie i powiedziała: „Ubieraj się, ale nie tak, inaczej się ubieraj”. Zwróciłem na ojca pytające oczy. Odpowiedział mi: „Później ci to wyjaśnię…”

Dziś wiemy, że to polecenie w rodzinie mającej bliski kontakt z czynnościami liturgicznymi zrozumiane zostało jako przywdzianie szat kapłańskich. Śmierć matki nie załamała Stefana, ale skierowała go ku Matce Niebieskiej - ku Tej, która nie umiera. Jak sam powie po latach: Pojechałem z prymicją na Jasną Górę, aby mieć Matkę... Matkę, która już będzie zawsze...

W czasie trudnych chwil aresztowania, ataków na Kościół znowu zwróci się do Matki Bożej, poddając Jej w opiekę siebie i cały naród.

Nauka

Po ukończeniu gimnazjum w Warszawie i Łomży (gdzie przeniósł się po wybuchu I wojny światowej) wstąpił do Seminarium Duchownego we Włocławku. Zmagał się wtedy ze swym słabym zdrowiem, co opóźniło trochę jego święcenia kapłańskie, które przyjął 3 sierpnia 1924 roku. Tak pisał o tych wydarzeniach: Byłem święcony sam (…). Moi koledzy otrzymali święcenia 29 czerwca, a ja w tym dniu poszedłem do szpitala. Była to jednak szczęśliwa okoliczność, gdyż dzięki temu mogłem otrzymać święcenia w kaplicy Matki Bożej. Gdy przyszedłem do katedry, stary zakrystian, pan Radomski, powiedział do mnie: Proszę księdza, z takim zdrowiem to chyba raczej trzeba iść na cmentarz, a nie do święceń. Tak się wszystko układało, że tylko miłosierne oczy Matki Najświętszej patrzyły na ten dziwny obrzęd, który miał wówczas miejsce. Byłem tak słaby, że wygodniej mi było leżeć krzyżem na ziemi, niż stać (…) Byłem święcony przez chorego, ledwo trzymającego się na nogach biskupa Wojciecha Owczarka (…). Skoro wyświęcono mnie na oczach Matki, która patrzyła na mękę swojego Syna na Kalwarii, to już Ona zatroszczy się, aby reszta zgodna była z planem Bożym.

Po roku pracy diecezjalnej biskup włocławski skierował go na dalsze studia na Katolicki Uniwersytet Lubelski. W latach 1924-1929 studiuje więc na Wydziale Prawa Kanonicznego, a pod kierunkiem ks. Antoniego Szymańskiego, przeprowadza studia z zakresu katolickiej nauki społecznej i ekonomii w Wydziale Prawa i Nauk Społeczno-Ekonomicznych. Podczas studiów pracuje jako wicedyrektor konwiktu księży studentów oraz prowadzi duszpasterstwo wśród akademików w Stowarzyszeniu Młodzieży Akademickiej Odrodzenie oraz w Bratniaku. W tym czasie spotkał się z księdzem Władysławem Korniłowiczem, który stał się jego duchowym ojcem. Ten kontakt zaważył na duchowości kapłańskiej przyszłego Prymasa Polski. Pisał: Nosiłem się z zamiarem wstąpienia do zakonu paulinów i poświęcenia się pracy wśród pielgrzymów. Ojciec Korniłowicz, mój kierownik duchowy, oświadczył mi, że to nie jest moja droga. Ale nie przestałem myśleć, że życie moje musi jednak iść drogą maryjną, jakkolwiek by płynęło.

W czerwcu 1929 roku doktoryzował się z prawa kanonicznego, obroniwszy pracę pt. Prawa rodziny, Kościoła i państwa do szkoły. W okresie studiów działał społecznie w Stowarzyszeniu Katolickiej Młodzieży Akademickiej Odrodzenie, które było ośrodkiem nowatorskich prądów w katolicyzmie polskim. W 1930 roku został profesorem prawa kanonicznego i socjologii w Wyższym Seminarium Duchownym we Włocławku.

Przed wojną

Po studiach ks. Wyszyński udał się w podróż naukową po krajach Europy Zachodniej. Był w Austrii, Włoszech, Francji, Belgii, Holandii i Niemczech. Interesował się szczególnie Akcją Katolicką i działalnością chrześcijańskich związków zawodowych. Wykładał naukę społeczną w Wyższym Seminarium we Włocławku, był redaktorem miesięcznika Ateneum Kapłańskie, działał wśród robotników, wykładał na Uniwersytecie Robotniczym.

Okres wojny

W czasie wojny, ze względu na swoje zaangażowanie społeczne oraz przedwojenne publikacje poświęcone totalizmowi hitlerowskiemu był poszukiwany przez Niemców. Na polecenie rektora seminarium ks. Korszyńskiego opuścił Włocławek i przebywał u swojej rodziny, we Wrociszewie i w Laskach pod Warszawą, w domu dla niewidomych dzieci. Tak wspomina swoją posługę: W ciągu mojej pracy w Laskach wśród dziatwy ociemniałej, podtrzymywałem na duchu strwożonych sytuacją przyfrontowego życia głównie modlitwą do Matki Bożej. Rzecz znamienna - chociaż Zakład przechodził przez bardzo ciężkie chwile obstrzału artyleryjskiego, pacyfikacji Kampinosu itp. nigdy nie byliśmy zmuszeni do odłożenia wieczornego różańca. Ks. Wyszyński bierze również udział w konspiracyjnym nauczaniu młodzieży i w niesieniu pomocy ludności. Zdarzył się przy tym nawet niecodzienny wypadek, kiedy to trafił do domu wycieńczonej, rodzącej kobiety. Nie mógł już sprowadzić pomocy, więc w tej dramatycznej chwili został położnym i pielęgniarzem. W czasie Powstania Warszawskiego był kapelanem grupy Kampinos Armii Krajowej oraz szpitala powstańczego w Laskach. Ksiądz Wyszyński nocą godzinami stał nieruchomo i błogosławił płonąca Warszawę, w kaplicy długo leżał krzyżem, modlił się za ginącą stolicę, za umierających ludzi i za tych, którym dane będzie przetrwać.

Po wojnie

Po zakończeniu działań wojennych wrócił do Włocławka i zaczął organizować Seminarium Duchowne zniszczone w czasie wojny. W 1945 roku został rektorem seminarium, podjął też obowiązki redaktora tygodnika diecezjalnego Ład Boży. W 1946 roku przez Ojca Świętego Piusa XII mianowany został biskupem ordynariuszem diecezji lubelskiej. Pisał: Podobało się Bogu, aby doprowadzić mnie po wielu latach służby kapłańskiej do pełni kapłaństwa.(…) Otrzymałem powołanie na biskupa lubelskiego. Byłem tym mocno przestraszony. Ponieważ czułem, że przerasta to moje siły, zwłaszcza w tak trudnych czasach, jakie przed Kościołem Bożym stanęły w okresie powojennym - opierałem się woli Stolicy Świętej. Musiałem jednak ustąpić, bo kardynał Prymas August Hlond, który mi zwiastował wolę Stolicy Świętej, powiedział: Papieżowi się nie odmawia.(…) Myślałem wtedy podobnie jak Maryja: "Jakoż to się stanie?" Człowiek nie jest nigdy dobrze przygotowany do zadania, które jest mu z nagła zlecone. I ja miałem wiele wątpliwości. Dlatego też ociągałem się z naśladowaniem Matki Chrystusowej, która od razu powiedziała: "Oto ja służebnica Pańska". Ja się tak szybko nie zdobyłem. Myślałem zbyt po ludzku, pamiętałem o własnej nieudolności, a zapominałem o tym, co Bóg zdolny jest uczynić, posługując się takimi narzędziami, jakie On sobie wybiera.

Sakrę biskupią ks. Wyszyński przyjął 12 maja na Jasnej Górze z rąk Prymasa Augusta Hlonda, po którym dwa lata później przejął obowiązki Prymasa Polski. Zostaje też wtedy arcybiskupem Gniezna i Warszawy. Po śmierci kardynała Hlonda, wobec wzrastających nacisków komunistycznych władz polskich, w sytuacji jawnego prześladowania Kościoła (nawet za cenę podważenia polskiej racji stanu, szczególnie przy tworzeniu polskiego Kościoła na Ziemiach Zachodnich) Prymas Wyszyński zmuszony był prowadzić politykę ustępstw wobec nowej władzy. Aby uchronić Kościół i naród od rozlewu krwi podjął decyzję o zawarciu porozumienia, podpisanego przez Episkopat i Władze Państwowe 14 kwietnia 1950 r. Posądzany w związku z tym o zbytnią ugodowość wobec systemu komunistycznego, zmagając się z opozycją wspieranych przez komunistów księży patriotów i świeckich działaczy katolickich (zwłaszcza spod znaku Paxu) starał się ks. Prymas uratować resztki wolności Kościoła w Polsce, a zarazem resztki wolności dla wszystkich Polaków, bowiem odtąd, przez lata budowania socjalizmu w Polsce stał się Kościół jej jedynym orędownikiem. Władze komunistyczne nie zamierzały jednak dotrzymywać zobowiązań nawet tego, daleko idącego w ustępstwach porozumienia, raz za razem łamiąc jego postanowienia.

8 maja 1953 r. podczas Konferencji Episkopatu Polski w Krakowie został przyjęty list napisany przez kardynała Wyszyńskiego do I sekretarza KC PZPR Bolesława Bieruta.

W liście tym biskupi przypominali wszystkie szykany, jakie dotknęły Kościół w powojennej Polsce: aresztowanie i przesiedlenia biskupów, księży zakonnic i zakonników, niszczenie polskiej administracji kościelnej na ziemiach zachodnich, rozbijanie kościoła od wewnątrz przez PAX i księży patriotów, konfiskatę szpitali, szkół i innych placówek kościelnych, likwidowanie i szykanowanie katolickich wydawnictw i prasy. Jednocześnie Episkopat podkreślał gotowość do rozmów pod warunkiem jednak poszanowania niezbywalnych praw Kościoła. List kończył się słowami:

A gdyby się zdarzyć miało, że czynniki zewnętrzne będą nam uniemożliwiały powoływanie na stanowiska duchowne ludzi właściwych i kompetentnych, jesteśmy zdecydowani nie obsadzać ich raczej wcale, niż oddawać religijne rządy dusz w ręce niegodne. Kto by zaś odważył się przyjąć jakiekolwiek stanowisko kościelne skądinąd, wiedzieć powinien, że popada tym samym w ciężką karę kościelnej klątwy. Podobnie, gdyby postawiono nas wobec alternatywy: albo poddanie jurysdykcji kościelnej, albo osobista ofiara - wahać się nie będziemy. Pójdziemy za głosem apostolskiego naszego powołania i kapłańskiego sumienia, idąc z wewnętrznym spokojem i świadomością, że do prześladowania nie daliśmy najmniejszego powodu, że cierpienie staje się naszym udziałem nie za co innego, lecz za sprawę Chrystusa i Chrystusowego Kościoła. Rzeczy Bożych na ołtarzach cesarza składać nam nie wolno. Non possumus!

Kapelusz kardynalski i więzienie

Na konsystorzu 12 stycznia 1953 roku został Prymas Wyszyński kardynałem. Nie mógł jednak osobiście odebrać kapelusza kardynalskiego, gdyż władze polskie odmówiły wydania mu paszportu. Zaostrzał się już kurs polityki wobec Kościoła a w tym samym roku, w nocy z 25 na 26 września 1953 roku Prymas został aresztowany i wywieziony z Warszawy.

W opinii lubelskiego Urzędu Bezpieczeństwa Kardynał Wyszyński to: zdolny dyplomata, socjolog, kaznodzieja i wróg Polski Ludowej. Miejscem pierwszej izolacji Prymasa od społeczeństwa był Rywałd Królewski. Stara wieś leżąca między Radzyniem Chełmińskim a Jabłonowem Pomorskim. Prymasa więziono od 26 września do 12 października 1953 r. Przebywał tu w celi świątyni, którą władali bracia mniejsi kapucyni. Nie miał prawa wyglądać przez okno, które dla pewności zaklejono papierem. Pomieszczenie, w którym przetrzymywano Prymasa było równocześnie jadalnią, sypialnią i kaplicą. Ołtarzem, przy którym odprawiał Mszę św. było stare chwiejące się biurko. Jedyną książkę, która posiadał był brewiarz.

Z zapisków Prymasa: (...) to nie jest więzienie. Pomimo to czuwa nade mną blisko 20 ludzi „w cywilu”. Nie opuszczają korytarza i w dzień i w nocy; skrzypiące kroki słyszę cały dzień.

Jeden z braci zakonnych wspomina: W czasie nabożeństw... otwieraliśmy drzwi z chóru kościelnego... a brat organista głośniej grał, aby dać możność księdzu Prymasowi łączenia się z naszymi modlitwami.

Pobyt w Rywałdzie kardynała Wyszyńskiego bracia kapucyni upamiętnili fundując tablicę z brązu, na której umieszczono podobiznę Prymasa i okolicznościowy tekst.

Drugim miejscem odosobnienia kardynała Wyszyńskiego był 700-letni Stoczek Warmiński, 11 km na wschód od Lidzbarka, między Olsztynem i Bartoszycami. Prymas został przywieziony do Stoczka nocą 12 października 1953 r. i przebywał tu do 6 października 1954 r.

Tak ks. Wyszyński opisuje swoją nową siedzibę: Jest to duży dom, stary budynek poklasztorny, świeżo opuszczony przez nieznanych nam mieszkańców. Wszędzie są ślady prowadzenia remontów. Korytarze wybielone, podłogi zagruntowane. Pokoje noszą znamię świeżej roboty, bardzo tandetnej. Pod domem ślady wylanej farby, rozrzucone pędzle, odrzucone śmieci do sadzawki podokiennej. Na murach zabytkowego domu znać, że śmiecie były wyrzucane oknami. Znajdujemy fragmenty sprzętu liturgicznego: połamane lichtarze, rozbite kropielnice, jakieś resztki krzyży i figurek Matki Bożej. W ogrodzie ścieżki świeżo przysypane żółtym piaskiem. Wiele drzew wyciętych. Drzewa stojące przy wysokim parkanie, niemal wszystkie są okręcone drutem kolczastym do wysokości parkanu. Wiele drzew, które rosły bliżej parkanów ścięto, inne podpiłowano do połowy, niektóre z nich należały do zabytków drzewnych. Wszędzie pełno zaniedbań i śmieci (...).

Warunki bytowe w zawilgoconym budynku przywodziły na myśl loch więzienny, co rychło odbiło się na zdrowiu Prymasa. Jeśli jednak sprawcy liczyli na złamanie ducha kardynała Wyszyńskiego, to srodze się zawiedli. Właśnie w tych niezwykle trudnych warunkach dokonał on 8 grudnia 1953 r., w Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, aktu duchownego oddania się Matce Bożej: Święta Maryjo, Bogurodzico Dziewico, obieram sobie dzisiaj Ciebie za Panią, Orędowniczkę, Patronkę, Opiekunkę i Matkę moją. Postanawiam sobie mocno i przyrzekam, że Cię nigdy nie opuszczę, nie powiem i nie uczynię nic przeciwko Tobie. Nie pozwolę nigdy, aby inni cokolwiek czynili, co uwłaczałoby czci Twojej. Błagam Cię, przyjmij mnie na zawsze za sługę i dziecko swoje. Bądź mi pomocą we wszystkich moich potrzebach duszy i ciała oraz w pracy kapłańskiej dla innych. Oddaję się Tobie, Maryjo, całkowicie w niewolę, a jako Twój niewolnik poświęcam Ci ciało i duszę moją, dobra wewnętrzne i zewnętrzne, nawet wartość dobrych uczynków moich, zarówno przeszłych jak obecnych i przyszłych, pozostawiając Ci całkowite i zupełne prawo rozporządzania mną i wszystkim bez wyjątku, co do mnie należy, według Twego upodobania, ku większej chwale Boga, w czasie i w wieczności. Pragnę przez Ciebie, z Tobą, w Tobie i dla Ciebie stać się niewolnikiem całkowitym Syna Twojego, któremu Ty, o Matko, oddaj mnie w niewolę, jak ja Tobie oddałem się w niewolę. Wszystko, cokolwiek czynić będę, przez Twoje Ręce Niepokalane, Pośredniczko łask wszelkich, oddaję ku chwale Trójcy Świętej - Soli Deo! Maryjo Jasnogórska, nie opuszczaj mnie w pracy codziennej i okaż swe czyste Oblicze w godzinę śmierci mojej. Amen.

O okolicznościach tego doniosłego wydarzenia napisał: Dom był oświetlony nocą (...). Na korytarzach na parterze i na piętrze czuwali „panowie”, urzędnicy tajnej policji. Izolacja od światła zupełna. Otwarta była tylko droga do Matki Bożej.

Roczny pobyt Stefana Wyszyńskiego w tym miejscu również został upamiętniony w postaci epitafium z brązu z tekstem: Nauczycielowi Narodu - wraz z Warmią i Mazurami - pamięć i cześć. Józef Glemp, Prymas Polski 22 V 1982. Miejsce to odwiedził abp Luigi Poggi, nuncjusz apostolski do specjalnych poruczeń. W księdze pielgrzymów zanotował: Z żywym i głębokim wzruszeniem zwiedziłem to Sanktuarium Maryjne, gdzie Wielki Prymas Kardynał Stefan Wyszyński tak wiele wycierpiał i tak dużo się modlił.

Od 6 października 1954 r. do 27 października 1955 r. więziono Prymasa w trzecim miejscu, tym razem w Prudniku Śląskim, leżącym około 7 km od granicy czeskiej. Kardynał Wyszyński zapisał w dzienniku: Za kilka dni Polska rozpocznie niezwykły Rok Jubileuszowy: 300 lat obrony Jasnej Góry. (...) Warto myśleć o "obronie Jasnej Góry" roku 1955. - Jest to obrona duszy, rodziny, narodu, Kościoła - przed zalewem nowych "czarów".(...) "Obrona Jasnej Góry" dziś - to obrona chrześcijańskiego ducha Narodu, to obrona kultury rodzimej, obrona jedności serc ludzkich - w Bożym Sercu (...).

Czwarty i ostatni etap przetrzymywania w więzieniu Prymasa trwał od 27 października 1955 r. do 28 października 1956 r. w Komańczy, miejscowości na całkowitym odludziu, około 30 km na południe od Sanoka, niedaleko granicy ze Słowacją. Przeniesienie internowanego do Beskidów Wschodnich nastąpiło za sprawą Episkopatu, ze względu na zły stan zdrowia Prymasa. W budynku klasztornym, który należał do sióstr zakonnych nazaretanek nie było elektryczności, wystarczającej ilości opału, radia, telefonu, apteki i pomocy lekarskiej. Władze uznały Komańczę za miejscowość leżącą w pasie granicznym i zorganizowały nową placówkę WOP. Księdza Prymasa mogli odwiedzać wyłącznie księża biskupi i rodzina. Więzień, w przeciwieństwie do poprzednich miejsc, mógł korzystać ze spacerów wśród prawie dzikiej przyrody. 16 maja 1956 roku w Komańczy powstał tekst odnowionych Ślubów Narodu, których idea zrodziła się podczas uwięzienia w Prudniku. Pisał: Jakże gorąco w głębi duszy pragnąłem, aby w dniu 26 sierpnia, w dniu tryumfu naszej Królowej, stać tu, wraz z ludem, u stóp Jej Tronu. Było to pragnienie bardzo usprawiedliwione, ale i bardzo dziecięce (…). Czułem jednak, że trzeba wszystkiego się wyrzec, zarówno mego pasterskiego, prymasowskiego prawa, jak i radości, do której dziecko wobec swej Matki ma prawo. Czułem, że wielką chwałę Królowej Polski ktoś musi okupić. Że za nowy Jej tryumf wśród Ludu wierzącego trzeba wiele zapłacić. Że duchowe odrodzenie Narodu, podjęte w Jej Imię, na progu Tysiąclecia, przez odnowienie Ślubowań, musi bardzo kosztować. Dobrze się stało, że mnie tu z wami nie było. Za to modliłem się całą duszą, aby ta ofiara wyjednała Matce mojej i Królowej jak największą chwałę. Dobrowolnie, z całej duszy i serca wyrzekłem się obecności wśród Was w tym wielkim dniu, aby wyprosić wszystkim tu obecnym potrzebne łaski (…). Już od wczesnego ranka miałem w mej "pustelni" pewność, że wszystko się tu dobrze i rzetelnie odbędzie. Śluby te złożono 26 sierpnia 1956 roku na Jasnej Górze jako Jasnogórskie Śluby Narodu w obecności milionowej rzeszy pielgrzymów. Na tronie przygotowanym dla Prymasa złożono biało-czerwone róże.

25 października 1956 r. przyjechali do Komańczy Zenon Kliszko, wiceminister sprawiedliwości i poseł Władysław Bieńkowski. Prosili Prymasa o niezwłoczny przyjazd do Warszawy z uwagi na zaistniałą tam sytuację polityczną. Rozmowy trwały dwie godziny. Prymas postawił warunki, które zostały przyjęte. Dotyczyły one:

- decyzji obsadzania stanowisk kościelnych przez biskupów, - powrotu wszystkich biskupów ordynariuszy na ich stanowiska biskupie, - kontroli seminariów duchownych przez władze kościelne, a nie, jak dotychczas, rządowe, - praw do swobodnej katechizacji młodzieży, prawa do wydawania prasy katolickiej.

Nowe tysiąclecie i nowy papież

W latach 1956 - 1965 Prymas Wyszyński prowadził Wielką Nowennę przed Jubileuszem Tysiąclecia Chrztu Polski, którą przygotowywał naród do religijnego przeżycia tej rocznicy. W 1957 r. rozpoczął nawiedzanie Polski przez kopię Cudownego Obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Nowennę zakończył 3 maja 1966 r. uroczystym Aktem Oddania Narodu Matce Bożej za wolność Kościoła w Polsce i świecie. W uroczystości wziął udział cały Episkopat Polski, także Karol Wojtyła. 26 sierpnia 1969 r. powołał do istnienia duszpasterski ruch Pomocników Matki Kościoła. W połowie lat sześćdziesiątych wraz z Episkopatem Polski zwrócił się do biskupów niemieckich z gestem pojednania narodów polskiego i niemieckiego, co spowodowało negatywną i gwałtowną reakcję władz partyjnych i państwowych. Brał udział we wszystkich wydarzeniach powojennej Polski, wspierając naród szczególnie w chwilach ważnych, przełomowych i dramatycznych, których tak wiele było w PRL-owskiej historii Polski. W latach sześćdziesiątych czynnie uczestniczył w pracach Soboru Watykańskiego II. Na auli soborowej cieszył się wielkim uznaniem wśród biskupów świata. Na ręce Pawła VI złożył memoriał Episkopatu Polski o ogłoszenie Maryi Matką Kościoła. Ojciec Święty spełnił te prośbę 21 listopada 1964 r.

16 października 1978 r. na Stolicę Piotrową został wybrany Polak - kardynał Karol Wojtyła, z którym Prymas Wyszyński pozostawał w bliskich relacjach. Podczas wyboru Karola Wojtyły na papieża Prymas Polski podszedł do papieża, klęknął i ucałował jego dłoń. W tym momencie Jan Paweł II podniósł się z miejsca, uklęknął przed Prymasem i trwali obydwaj tak we wzruszającym uścisku. Po chwili papież wypowiedział słowa: Czcigodny i umiłowany księże Prymasie pozwól, że powiem po prostu, co myślę. Nie byłoby na stolicy tego Papieża - Polaka, który dziś pełen bojaźni Bożej, ale i pełen ufności rozpoczyna nowy pontyfikat, gdyby nie było Twojej wiary nie cofającej się przed więzieniem i cierpieniem, Twojej heroicznej nadziei, Twego zawierzenia bez reszty Matce Kościoła gdyby nie było Jasnej Góry i tego całego okresu dziejów Kościoła w Ojczyźnie naszej, który jest związany z Twoim biskupim i prymasowskim posługiwaniem.

W czerwcu 1979 r. Prymas Wyszyński przyjął, po raz pierwszy w Polsce widzialną Głowę Kościoła - Ojca Świętego - Jana Pawła II.

W połowie marca 1981 r. ujawniła się w jego organizmie choroba nowotworowa. Mimo starań lekarzy nie dało się zahamować rozwoju choroby. 16 maja Prymas przyjął sakrament namaszczenia chorych. Po przyjęciu sakramentu zwrócił się do zebranych przy łóżku, nawiązując m.in. do zamachu na życie papieża Jana Pawła II, który miał miejsce 13 maja, powiedział: Uważam, że powinienem dzielić dolę Ojca Świętego, który wprawdzie później, ale włączył się w moje cierpienia.

22 maja kardynał Wyszyński wystąpił publicznie ostatni raz, otwierając obrady Rady Głównej Episkopatu Polski. Wypowiedział wówczas znamienne słowa: O sobie nic nie mówię, bo wiem, że Matka Boża może zrobić wszystko, ale ja jestem Jej niewolnikiem i zawierzyłem Jej na wszystkie strony. Żadnych próśb w mojej intencji nie zanoszę do Matki Najświętszej, bo wiem, że to Jej sprawa i sprawa fantastycznej wiary i heroicznej modlitwy, która idzie przez wasze serca i powierzonego wam ludu. Waszą żywą wiarę zawsze podziwiałem i waszą gorliwość apostolską, której nie zawsze mogłem sprostać. Same uczucia wdzięczności. Do nikogo - najmniejszego żalu. Na nikim - najmniejszego zawodu, wszystkim pozostawiam moje serce, które nie zabiera ze sobą żadnego zastrzeżenia w stosunku do żadnego z biskupów, do kapłanów i ludu Bożego. Wszystkie nadzieje, to Matka Najświętsza. I jeżeli jaki program - to Ona.

Zmarł sześć dni później, w czwartek 28 maja 1981 r. w Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego.Miał 80 lat. 57 przeżył w kapłaństwie, 35 lat był biskupem, 32 lata arcybiskupem gnieźnieńskim i warszawskim oraz Prymasem Polski, 28 lat członkiem Kolegium Kardynalskiego.

W dniu śmierci prymasa nadeszła do Polski depesza kondolencyjna od przechodzącego rehabilitację po zamachu papieża Jana Pawła II. Papież odprawił również mszę za duszę Prymasa w swoim szpitalnym pokoju, zaś w Kościele Najświętszej Maryi Panny na Zatybrzu, tytularnym kościele zmarłego odprawiona została msza żałobna pod przewodnictwem kardynała Władysława Rubina. 28 maja wieczorem przeniesiono ciało zmarłego z pałacu arcybiskupów warszawskich przy ul. Miodowej do kościoła seminaryjnego p.w. Wniebowzięcia NMP i św. Józefa Oblubieńca przy Krakowskim Przedmieściu, gdzie następnie odprawiona została msza św. żałobna, której przewodniczył kardynał Macharski. Pogrzeb Prymasa, nazywany także królewskim, odbył się 31 maja i zgromadził w stolicy tysiące ludzi, zarówno wierzących jak i niewierzących. Trumna z ciałem Prymasa została umieszczona na kamiennym sarkofagu w podziemiach archikatedry warszawskiej. Po przejściu przed trumną delegacji oficjalnych, trumnę opuszczono do sarkofagu, nad którym zasunięto płytę z napisem: Kardynał Stefan Wyszyński Prymas Polski. Przez następne godziny przed sarkofagiem przeszły tysiące osób chcących oddać ostatni hołd Prymasowi.

W 1986 r. sarkofag prymasa został przeniesiony z Krypty Arcybiskupów w podziemiach do kaplicy mu poświęconej, znajdującej się w lewej, północnej nawie świątyni. Nad sarkofagiem znajduje się płyta ilustrująca historię życia Prymasa - od seminarium, przez pracę duchownego, walkę w oddziałach powstańczych aż do spotkania z Karolem Wojtyłą podczas jego ingresu papieskiego. Kaplica znacznie odróżnia się stylem od pozostałego wnętrza kościoła.

Prymas Tysiąclecia i Sługa Boży

W 1989 r. rozpoczął się proces beatyfikacyjny Prymasa Wyszyńskiego. Proces ten 6 lutego 2001 roku, po dwunastu latach został zamknięty. Zakończyła go uroczysta Msza św. w archikatedrze warszawskiej p.w. św. Jana. Proces otwarty został przez Prymasa Polski Józefa Glempa. Podstawą do jego wszczęcia stanowiła sława świętości Prymasa Tysiąclecia wśród wiernych, hierarchii, biskupów, kapłanów i osób świeckich. Opinia świętości po śmierci kardynała Wyszyńskiego utrwalała się, kształtował się tzw. kult prywatny (przejawia się m.in. nawiedzaniem grobu Prymasa, czy też miejsca jego uwięzienia, np. w Prudniku oraz zanoszeniem do Boga modlitw za jego pośrednictwem). 29 maja 1989 r. ksiądz Prymas Glemp powołał Trybunał Beatyfikacyjny, w skład którego weszli:

- ks. bp Stanisław Kędziora, kanclerz Kurii Metropolitalnej w Warszawie - ks. Grzegorz Kalwarczyk, ks. dr Andrzej Gałka, ks. prałat Marcin Wójtowicz, - o. Gabriel Bartoszewski OFMCap, - ks. Andrzej Tokarski, - ks. Andrzej Balewski i Katarzyna Michalska, - br. Marian Markiewicz CFCI.

W jego trakcie odbyło się 289 sesji, przesłuchano 59 świadków, dokładnie przebadano spuściznę pisarską Prymasa. Zarówno tę drukowaną jak i nie drukowaną. Dokumentacja zgromadzona podczas procesu przekazana będzie do watykańskiej Kongregacji Spraw Kanonizacji. Teraz, oprócz orzeczenia o heroiczności cnót potrzebne jest również stwierdzenie cudu za wstawiennictwem Sługi Bożego.

Rok 2001 został ogłoszony przez Sejm Rzeczypospolitej Polskiej - Rokiem Kardynała Stefana Wyszyńskiego. 25 października 1999 r. posłowie jednogłośnie przyjęli uchwałę, aby uczcić wielkiego Polaka, kapłana, męża stanu, którego życie i działalność wpisały się na trwałe do historii naszej Ojczyzny. Jego nauka, myśl społeczna i wzór patriotyzmu pozostają aktualne i mają szczególne znaczenie dla odradzającej się III Rzeczypospolitej. Osoba księdza Prymasa jest obecnie symbolem umiłowania wolności, sprawiedliwości oraz czci dla człowieka. Stał się znakiem jedności wszystkich Polaków.

Jana Paweł II nazwał Prymasa Tysiąclecia nieustraszonym rzecznikiem człowieka, jego nienaruszalnych praw w życiu osobistym, rodzinnym, społecznym i narodowym, a także przykładem żywej miłości Ojczyzny, który musi być policzony jako jeden z największych mężów w jej dziejach.

Nazwano go również Prymasem Tysiąclecia, duszpasterzem narodu w czasach próby, bohaterem Kościoła naszych czasów i gwarantem jedności Kościoła w Polsce, symbolem polskiej odwagi, najwspanialszym człowiekiem naszego pokolenia, Prymasem na miarę historycznych przemian. Z czasem doszedł tytuł: Sługa Boży. Niezależnie od tego, ile podobnych tytułów jeszcze przybędzie, dla wielu Prymas Tysiąclecia był tym człowiekiem, który polski Kościół prowadził drogą wiodącą przez Jasną Górę do Matki Bożej.

Wszystko postawiłem na Maryję

Znana powszechnie maryjność Prymasa Tysiąclecia, poparta widniejącym na biskupim herbie hasłem: Soli Deo - Jedynemu Bogu (Per Mariam - Przez Maryję) - wypływała z pełnego zrozumienia misterium Trójcy Przenajświętszej, gdzie Trzy Osoby Boskie stanowią Jedno Teologia maryjna Księdza Prymasa miała charakter trynitarny i chrystologiczny. Wierzył bardzo głęboko, że tylko Matka, Rodzicielka Pana, Współodkupicielka, potrafi w sposób naturalny być Pośredniczką między Bogiem a grzeszną ludzkością. U stóp Maryi składał wszystkie sprawy osobiste i dotyczące polskiego Kościoła, którym kierował.

Różaniec nazywał modlitwą swojego życia i do jego odmawiania zachęcał. Wspólnie z duchowieństwem i wiernymi często odbywał ksiądz Prymas czuwania nocne przy Najświętszym Sakramencie i Cudownym Obrazie Królowej Polski w Jasnogórskim Sanktuarium Narodu. Ogromnie cenił Apele Jasnogórskie - codzienną modlitwę wieczorną za Kościół i Ojczyznę, kierowaną do Bogarodzicy. Gdziekolwiek się znalazł, chętnie ją prowadził lub w niej uczestniczył. Przynosił wtedy Bożej Matce, Wspomożycielce i Pani, żarliwe dziękczynienie, prosząc o wstawiennictwo i wyjednanie u Trójjedynego Boga potrzebnych łask.

Dziękował Maryi za pokorne fiat; za całą trudną i pełną bólu drogę Jej życia; patronowanie tysiącom świątyń i kaplic; napełnienie sobą kultury i historii naszej Ojczyzny. Składał u tronu Jasnogórskiej Królowej Polski wszystkie smutki i cierpienia. Prosił: Spraw, aby wiara nasza była bohaterska; aby miłość nasza była niepokonana, niezwyciężona, bezgraniczna; abyśmy coraz więcej Cię miłowali. Chrystusowej Matce, danej ku obronie Narodu naszego, polecał wszystkie pokolenia, stany, zawody i wspólnoty. Oddawał wychowawców młodzieży, służby medyczne i porządkowe, zakony męskie i żeńskie, pielgrzymów, ludzi pracy fizycznej, twórców kultury, polityków, wyznawców innych religii oraz wrogów Kościoła. Prosił, aby Maryja nigdy nie przestawała być Matką całego Narodu. Z całą Polską modlił się i czuwał. Pełną łaski Królową Apostołów błagał często w czasie Apelów słowami: Matko Miłosierdzia, która w Ostrej świecisz Bramie, wróć do swoich sanktuariów na Wschodzie!; Wyjdź do swojego ludu z muzeów i galerii!; Wspomnij, Matko, na ludy udręczone!; Daj wolność religijną!; Otwórz wrota zamkniętych kościołów!; Nie patrz na nasze winy!; Spraw, aby nikt nie zaginął!; Niech się otworzy Twoje Serce!. Końcowe słowa ostatniego w życiu Prymasa Polski Apelu, odprawionego w Choszczówce 30 marca 1981 r. - w okresie, gdy Solidarność walczyła z władzą komunistyczną - brzmiały następująco: Oddajemy Tobie, Matko, całą naszą Ojczyznę; ludzi, którzy walczą o chleb powszedni: o wolność, sprawiedliwość i pokój. Niech prawda Boża pozwoli im zobaczyć te wartości we właściwym świetle. Powierzając Tobie wszystkich ludzi, którzy tak bardzo się męczą i niepokoją, w ich i we własnym imieniu wołamy z całą Ojczyzną: Pod Twoją obronę uciekamy się... Znane są liczne akty zawierzenia, dokonywane za sprawą Sługi Bożego Prymasa Tysiąclecia; szczególnie dwie daty są ważne - data zawierzenia mającego miejsce w 1956 r. oraz zawierzenia milenijnego, dziesięć lat później. W 1971 r., w duchu odpowiedzialności za Kościół powszechny i rodzinę ludzką, stał się Prymas Wyszyński głównym inicjatorem aktu oddania świata Maryi, Matce Kościoła, przez biskupów polskich. Czując się żywą cząstką Mistycznego Ciała Chrystusa i cząstką rodziny ludzkiej oraz idąc śladami papieża Pawła VI, który w obecności Ojców Soboru ogłosił Bogarodzicę Matką Kościoła - Episkopat Polski, zebrany na Jasnej Górze 5 września 1971 r., zawierzył ludy wszystkich kontynentów, a także Polskę, Królowej Nieba i Ziemi, prosząc, by dla całego świata stała się Matką Jedności i Królową Pokoju. Maryjny Prymas troszczył się o Polaków, zarówno żyjących w Ojczyźnie, jak i poza jej granicami. Chętnie się z nimi spotykał i do nich przemawiał, przypominając wielowiekowe dziedzictwo wiary i polskości, które wobec innych narodów powinni godnie reprezentować. Kardynał Wyszyński pozostał do końca swoich dni gorliwym rzecznikiem zawierzania się Najświętszej Pannie. Kapłanom, wspólnotom zakonnym i świeckim, rodzinom oraz osobom indywidualnym postawę oddania Maryi Matce usilnie zalecał. Prymas Tysiąclecia pozostawił Polsce dziedzictwo maryjne. Nie rodziło się ono w zachwytach i radosnych uniesieniach, ale rosło powoli, w bólu i w męce więzienia, w przeciwnościach i w walce z ateizmem. Było owocem własnych przemyśleń, rozważań, doświadczeń, żywej wiary, niekłamanego patriotyzmu i wielkiej nadziei oraz dziecięcej miłości Boga i Jego Matki. Maryjne dziedzictwo Prymasa to nie podręcznik ani naukowy system, to nie idea zapożyczona z zewnątrz, ale przykład całego jego życia. Mówił: Postawiłem wszystko na Maryję. Potwierdzał to całym swoim życiem, Przykładem poświęcenia i bohaterską odwagą. Na Maryję postawił w latach więzienia, pisząc w 1956 r. Wielkie Śluby Narodu; w czasie naszego Milenium, oddając Polskę w Jej macierzyńską niewolę miłości oraz inicjując peregrynację kopii Cudownego Obrazu Jasnogórskiej Pani we wszystkich parafiach. Po tej maryjnej drodze toczyły się sprawy Kościoła w naszej Ojczyźnie w ciągu 33 lat jego prymasowania.

Sługa Boży nie pisał traktatów o odnowie kultu maryjnego, ale w tysiącach głoszonych kazań i przemówień pouczał naród, jak iść do Maryi i jak z Nią budować Polskę dziejowych przeznaczeń. Była to wspólna droga Prymasa i Episkopatu Polski, a także duchowieństwa i Ludu Bożego. Ze wzruszającą szczerością mówił o niej sam Prymas: Wiele rzeczy w moim życiu pragnął bym uczynić inaczej, lepiej, aby uniknąć niejednego błędu i ustrzec się niejednej słabości. Ale wydaje mi się, że cokolwiek bym powiedział o moim życiu, jakkolwiek bym zestawiał moje pomyłki, na tym jednym jedynym odcinku nie pomyliłem się, na drodze duchowej na Jasną Górę.

Jak biskup Wyszyński odwiedził wiejską chatę

Opowiadanie Marii Okońskiej Generalnej przełożonej Instytutu Prymasowskiego Ślubów Narodu.

W latach 1957-81 pracownicy Sekretariatu Prymasa Polski - kard. Stefana Wyszyńskiego.

Nasz Ojciec Stefan Kardynał Wyszyński lubił opowiadać. Opowiadał pięknie i ciekawie. Pragnę przytoczyć jedną z opowieści Ojca, która mi głęboko utkwiła w pamięci; więcej niż w pamięci - bo nawet w sercu. Było to w latach 1946-48, gdy Ojciec był biskupem lubelskim. Wówczas bardzo często wizytował parafie. Nieraz wizytacje te trwały kilka tygodni, bo Ojciec po dokonaniu wizytacji w jednej parafii nie wracał do domu biskupiego, lecz wizytował następną parafię, a nawet trzecią i czwartą.

Kiedyś Ojciec udawał się na wizytację do jakiejś zapadłej wsi lubelskiej. Na horyzoncie było już widać wieżę kościelną, ale okazało się, że jest jeszcze pół godziny czasu do spotkania z ludem Bożym. Co tu robić? Przecież nie można przyjechać za wcześnie, bo jeszcze nie wszyscy parafianie zdążyli się zebrać przy kościele, aby powitać pasterza. Ojciec poprosił więc kierowcę o zatrzymanie się na krótki postój. Wysiadł, aby się przespacerować. Nagle zauważył wiejską, ubogą chatkę, tak pochyloną, że zdawała się zapadać w ziemię. Ojciec był zaskoczony. Nie wiedział, że w diecezji lubelskiej, którą niedawno objął, są takie ubożuchne kurne chatki. Drzwi chaty były uchylone. Gdy zatrzymał się na chwilę, usłyszał rozpaczliwy szloch. Zaczął powoli wchodzić po rozwalających się schodkach. Znalazł się w ciemnej, zadymionej izbie i zobaczył siedzącą przy piecu szlochającą staruszkę. Płakała tak rozpaczliwie, że ani nie słyszała, ani nie widziała, iż ktoś wszedł do izby. Ojciec podszedł bliżej i pochwalił Pana Jezusa. Ona nie odpowiedziała, płakała dalej.

Babciu, dlaczego tak płaczesz? - zapytał Ojciec. - Co się stało? Nie było odpowiedzi. Babcia dalej nic nie słyszała i nikogo nie widziała. Nie pomogło kilkakrotne powtórzenie pytania. Wówczas Ojciec wziął ją za ramiona i nachylając głowę do jej ucha powtórzył pytanie. Nie podnosząc głowy i nie widząc Ojca, staruszka wyszlochała swój ból: A bo oni poszli witać biskupa, a mnie nie zabrali. Ja tak bardzo chciałam zobaczyć naszego nowego biskupa. Jestem już stara i niedługo umrę, i chciałam jeszcze tylko jednego: zobaczyć biskupa! Ja ich tak prosiłam, tak błagałam, żeby mnie zabrali, ale oni byli jak kamienie - nie i nie, i poszli... O Boże! Boże Już nigdy nie zobaczę mojego biskupa. Jestem stara i niedługo umrę. - powtórzyła. Mówiąc to, nie widziała do kogo mówi i kto przed nią stoi, tylko szlochała. Powtarzała ciągle jedno: A ja tak chciałam zobaczyć mojego biskupa!

Ojciec wziął ją ponownie za ramiona i powiedział wzruszonym głosem: Babciu, nie płacz! Przed tobą stoi twój biskup. Nie zrozumiała, o co chodzi. Ojciec musiał powtórzyć kilka razy, żeby coś z tego dotarło do jej świadomości. Wreszcie podniosła głowę, ale jeszcze ciągle nie wiedziała, co się dzieje. Ojciec wówczas bardzo mocnym głosem, sam do głębi wzruszony, prawie krzyknął: Babciu, ty nie mogłaś przyjść do twego biskupa, więc twój biskup przyszedł do ciebie! Oto jestem! Twój biskup stoi przed tobą. Babciu czy to rozumiesz? Czy mnie widzisz?. Staruszka spojrzała wprost na Ojca, który był ubrany w szaty pontyfikalne. Patrzyła, długo patrzyła i widać było, że coś zaczyna pojmować. Nagle zrozumiała: jej biskup stoi przed nią. Zaczęła krzyczeć w wybuchu radości i zdumienia: O Chryste Panie! Panno Najświętsza! Biskup, to jest naprawdę mój biskup! To cud!. Rzuciła się na kolana. Zaczęła całować Ojca nogi i ręce, zaszokowana, szczęśliwa bez miary, prawie nieprzytomna z radości. Ojciec ją podniósł i wziął w ramiona, tuląc jej głowę do piersi i gładząc jej bielusieńkie jak śnieg włosy. Sam był nie mniej od niej wzruszony. Powiedział ponownie: Widzisz, jaki Bóg jest dobry. Tyś nie mogła przyjść do twego biskupa - to biskup przyszedł do ciebie. Pan Jezus mnie do ciebie przysłał. Dziękuj Mu! Bądź szczęśliwa. Nie rób wyrzutów swoim bliskim, tylko dziękuj Bogu.

Babcia półprzytomna ze szczęścia tuliła się do Ojca jak pisklę i powtarzała wśród łkań: O Boże, Boże! Już mi niczego nie trzeba! Mogę teraz umierać! Widziałam mojego biskupa. Kocham go!. I znowu osunęła się na kolana.

Ojciec, mokry od jej łez i sam załzawiony ze wzruszenia, raz jeszcze biorąc ją w ramiona, powiedział: Babciu, dziękuj Bogu z całego serca. Gdyby twoi zabrali cię do kościoła, widziałabyś biskupa z daleka. A teraz, dzięki temu, że cię zostawili, widzisz go z bliska. Jesteś w jego ramionach. Babciu, zostawiam cię z Bogiem. Bądź szczęśliwa.

Była już ostatnia chwila, aby jechać do kościoła. Ojciec wyszedł z chatki, a oglądając się za siebie, widział staruszkę z wyciągniętymi ku niebu rękami, która stała jak zahipnotyzowana, słyszał, jak krzyczała: Jezu, Jezu, dzięki Ci. To największe szczęście, jakie mnie w życiu spotkało. To prawdziwy cud.

Gdy Ojciec skończył nam to opowiadać, powiedział: Dzieci moje, to był jeden z najbardziej wzruszających momentów w moim życiu. Mały cud, naprawdę cud! Mówcie to innym, aby wiedzieli wszyscy, jak dobry jest Bóg i jak się wywdzięcza tym, którzy Go miłują i którzy Mu ufają bez granic.

Napisałam to, aby dać świadectwo, jakie przedziwne rzeczy działy się w życiu naszego Ojca, Prymasa Tysiąclecia



Kalendarz

Po Wt Śr Cz Pi So Ni
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Aktualnie online
· Gości online: 6

· Użytkowników online: 0

· Łącznie użytkowników: 1
· Najnowszy użytkownik: Administrator